domuspolonorum - strona główna
22.12.2009

Kultura czy służba zdrowia Monika Rogozińska

 

W sieni pałacu Czartoryskich w Pełkiniach koło Jarosławia stały trumny. Grube mury chroniły przed ciepłem jak chłodnia

Dawniej, zanim w 1945 r. w pałacu umieszczono Państwowy Dom Pomocy Społecznej dla Dorosłych, przed sień głównego wejścia zajeżdżały powozy.

Pałac nie spełniał dzisiejszych norm dla takiej placówki. Dwa lata temu przeniesiono pensjonariuszy 16 km dalej, do specjalnie wybudowanego DPS. Od tego czasu pałac nieogrzewany niszczeje.

Dziś o oddanie tego zabytku ubiegają się Czartoryscy, spadkobiercy właścicieli wygonionych stąd przez stalinowski dekret 1944 r. Chcą stworzyć w nim centrum kultury. Powiat dwa miesiące temu uchwalił projekt przebudowy pałacu na nowy dom opieki społecznej. Czartoryscy uważają, że zdewastuje to do końca zespół pałacowo-parkowy.

Pierwsza magnolia i błogosławiony

Czartoryscy byli od XVIII w. właścicielami Pełkiń koło Jarosławia. Książę Witold Czartoryski, późniejszy senator II Rzeczypospolitej, dekadę przed końcem XIX w. zaczął rozbudować 200-letni pałac postawiony na wzgórzu nad stawami. Rozpościera się stąd widok na dolinę Sanu.

Z zamiłowania dendrolog założył park angielski, unikatowy w tej części Europy. Posadził pierwszą w Polsce magnolię. Tuż przed I wojną światową skromnie urządzony pałac w Pełkiniach wzbogaciło cenne wyposażenie rezydencji Czartoryskich Weinhaus na obrzeżach Wiednia, którą sprzedali: marmurowe kominki, posadzki i drzwi z mahoniową intarsją, stylowe meble, bogata biblioteka, gobeliny, obrazy, rzeźby, chińskie wazy…

Z Wiednia przeniesiono zbiory, lecz nie styl życia. Atmosfera pełkińskiego domu była szczególna. Określała ją pracowitość i prostota. Bywali tu Henryk Sienkiewicz i arcybiskup Adam Stefan Sapieha. Żona Witolda Jadwiga z hr. Dzieduszyckich do dziś w okolicy ma opinię świętej. Tablica koło wejścia do pałacu informuje, że tu się urodził i wychował ich syn, błogosławiony o. Michał Czartoryski, męczennik.

Ojciec Michał, dominikanin, wychowawca w nowicjacie krakowskiego klasztoru Dominikanów, odpowiadał też za budowę warszawskiego klasztoru na Służewie. Kapelan AK na Powiślu podczas powstania warszawskiego nie opuścił rannych. Niemcy, którzy weszli do szpitala, zakonnika rozstrzelali, pozostałych dobili. Ciała wywlekli na barykadę, oblali benzyną i podpalili. 13 czerwca 1999 r. papież Jan Paweł II beatyfikował o. Michała.

Z 11 dzieci Jadwigi i Witolda wychowanych w Pełkiniach dwaj inni synowie także zostali kapłanami: jeden proboszczem w Białce Tatrzańskiej, drugi infułatem w katedrze wawelskiej. Córka wstąpiła do zakonu.

Dekret PKWN o nacjonalizacji majątków i reformie rolnej wygonił z Pełkiń Włodzimierza, syna Witolda, wraz z rodziną. Czartoryscy nie ubiegali się o zwrot ich domu, dopóki służył społeczeństwu. Teraz uważają, że to ich projekt będzie ludziom służył najlepiej.

Urazy, ambicje, nieufność

Powstająca Fundacja Pełkińska Książąt Czartoryskich zamierza organizować międzynarodowy letni festiwal operowy w parku, plenery artystyczne, zaadaptować zabudowania folwarczne na szkołę zawodową rzemiosła, przygotować muzeum zabawek i podręczników szkolnych. Chce stworzyć izbę pamięci błogosławionego Michała oraz inne, dedykowane zasłużonym członkom rodziny. Pokaże pełkińskie archiwum i zbiory, ocalone przez Kościół, zamurowane w klasztorze. W założeniach jest biblioteka, pokoje gościnne, sala konferencyjna i galeria prac najwybitniejszych malarzy, rzeźbiarzy ostatniego półwiecza. Powstałby jedyny na wschodzie Polski zbiór sztuki współczesnej. Chcą połączyć muzea i domy prywatne wzdłuż wschodniej granicy kraju we wspólnej działalności kulturalnej pod hasłem: „Polskie domy na wschodzie Unii”.

– Pierwszy raz widzę ten projekt – mówi Tadeusz Chrzan, starosta jarosławski, kiedy pokazuję program. – Rozumiem krzywdę Czartoryskich, wiem, jakie zasługi położyła ta rodzina dla Polski, ale zgodnie z obowiązującym prawem dziś odpowiadam za ten majątek. Wielu chciało go kupić. Nie jestem paserem. Pragniemy kosztem 20 mln zł doprowadzić pałac do pięknego stanu, żeby służył mieszkańcom znowu jako dom pomocy społecznej oraz jako ośrodek usprawniający po ciężkiej chorobie, zawałach i udarach. Nawet gdyby spróbować przekazać ten majątek byłym spadkobiercom, to powiatu na utrzymywanie jego funkcji kulturalnej nie stać, a gwarancji na realność projektu Czartoryskich nie znam.

Kontakty z niektórymi członkami tej rodziny starosta uważa za trudne i niezasługujące na miano dialogu. We wzajemnych relacjach stron widać urazy, ambicje i nieufność.

Tymczasem żyjący spadkobierca Pełkiń i jego najbliżsi tworzą zespół, który wydaje się dawać szanse na powodzenie zamierzonego programu. Witold Czartoryski (prawnuk Witolda i Jadwigi) po dwóch fakultetach i doktoracie na temat samorządności lokalnej, były dyplomata w Wiedniu, dziś jest tłumaczem w pięciu językach przy Unii Europejskiej. Żona Krystyna, psycholog kliniczny po studiach menedżerskich zarządzania kulturą, prowadzi galerię sztuki w Warszawie. Synowie, absolwenci Oksfordu, gotowi są przenieść się do pracy w Pełkiniach.

Łańcuch na wejściu

– Nie liczyłem pokoi, ale samo otwarcie wszystkich okien zajmuje mi 45 minut – mówi stróż, który pilnuje pałacu w Pełkiniach. Żal mu tego budynku, przeżeranego grzybem, pokrytego pajęczyną i odchodami buszujących w nim łasic. Z własnej inicjatywy w pogodne dni wietrzy wnętrza, żeby je osuszać. Moje wtargniecie przez furtkę dostrzega przez kamery. Ma zakaz wpuszczania kogokolwiek.

Na tablicy przy wejściu widnieje napis poświęcony mieszkającym tu niegdyś Czartoryskim: „Ojcze Michale, módl się za nami (…) Służyli Bogu, ludziom i ojczyźnie, dla niej pracowali i walczyli w I wojnie światowej, w obronie Lwowa, w wojnie 1920 r., w kampanii wrześniowej, w Armii Krajowej. Cześć ich pamięci”.

Kiedy wracam do pałacu po wizycie u starosty w Jarosławiu, zastaję furtkę zamkniętą, omotaną łańcuchem.

Ludzie się boją

O przeznaczeniu pałacu krążą wśród okolicznych mieszkańców legendy. Że będzie sprzedany i zamieniony na hotel albo luksusowy dom publiczny. Czartoryscy swego projektu nie przedstawili.

– Ludzie się boją, pytają, co będzie z pałacem – mówi ksiądz Władysław Dubiel, młody proboszcz parafii Pełkinie Wygarki. – Przeniesienie domu pomocy społecznej było zabójstwem dla okolicy. Z całą parafią modlimy się o powrót ośrodka do pałacu, o pracę dla jej mieszkańców.

Ludzie modlą się o wstawiennictwo do błogosławionego o. Michała.

Proboszcz nie dziwi się, że Czartoryscy starają się o odzyskanie pałacu. – To jest ich ojcowizna – mówi.

Projekt fundacji Czartoryskich (nie należy mylić z Fundacją Książąt Czartoryskich zarządzającą zbiorami muzeum w Krakowie), który pokazuję, widzi pierwszy raz. – Marzę, żeby się działo tu coś, co by służyło ludziom – dodaje.

Zaprosił starostę powiatowego, aby w niedzielę po mszy św. przedstawił parafianom zatwierdzony w październiku projekt. Ksiądz pragnie uciszyć wszechobecny tu strach o przyszłość. Dać nadzieję. Starosta jest politykiem. Liczy głosy wyborców.

W pewnej powieści jest scena, w której modlitwy wznoszą się jak ptaki ku niebu. Lecz nie dolatują do Boga, bo po drodze zadziobują się nawzajem.

Trudno zrozumieć, dlaczego placówka dla osób wymagających specjalistycznej opieki medycznej ma powstać w zabytkowym pałacu. Czy nie można zbudować jej w okolicy, a Czartoryskich przyciągnąć do Pełkiń, żeby stworzyli rozwijający turystykę i kulturę ośrodek? Zamiast jednej instytucji, powstałyby dwie, obie służące społeczeństwu.

webmaster